To, że bovlowe naczynia emaliowane są piękne – to wiadomo. Ale czym tak naprawdę wyróżniają się na tle tych ceramicznych i szklanych? Wypunktujmy.
• Pierwsza i najważniejsza zaleta naczyń emaliowanych – można ich używać na WSZYSTKICH rodzajach kuchenek. Na indukcji również. Wielkimi literami, bo na każdych targach muszę zapewniać niedowiarków, że gotuję w nich na co dzień na indukcji i wszystko działa.
• Naczynia emaliowane szybko się nagrzewają, co automatycznie przekłada się na szybsze podgrzewanie jedzenia.
• To, że w kubku emaliowanym pijemy kawę czy herbatę to jasne jak słońce, ale czy wiesz, że możesz błyskawicznie podgrzać w nim mleko na kakao, rozpuścić tabliczkę czekolady do polewy na ciasto albo podgrzać porcję zupy dla malucha, żeby nie wyciągać całego gara? W misce możesz upiec ciasto a na formie do zapiekania usmażyć jajko. Tych nieoczywistych zastosowań jest o wiele więcej i zrobię o nich oddzielny post.
• Naczynia emaliowane można myć z zmywarce. Po każdym myciu warto przetrzeć brzegi do sucha, tam gdzie naczynie nie jest pokryte emalią, aby zapobiec zbieraniu się rdzy.
• Można je stosować w piekarniku i na żywym ogniu (dlatego emaliowane naczynia tak chętnie są wybierane przez kamperowców).
• Dzięki szklanej powierzchni (emalia to nic innego jak sproszkowane szkło, o czym już pisałam) są gładkie, błyszczące i ekstremalnie łatwo się czyszczą. Żadnego godzinnego namaczania i szorowania, nawet przypalonych miejsc np. po warzywnych zapiekankach. Sprawdzone 100 razy!
• Szklana powierzchnia nie chłonie zapachów, jest hypoalergiczna, nie zawiera niklu, nie wchodzi w integracje z jedzeniem (również kwaśnym).
Wada? Nie można ich używać w mikrofalówkach. Ale czy ktoś jeszcze z nich korzysta?